Szanowny Użytkowniku, szanujemy Twoją prywatność.

Strona internetowa administrowana przez Fundację FaktyMedyczne.pl. wykorzystuje pliki cookie. Pliki cookie są umieszczane na urządzeniu, którego używają Państwo do przeglądania strony. Możemy przechowywać na urządzeniu informacje, takie jak pliki cookie, i uzyskać do nich dostęp, a także przetwarzać dane osobowe, takie jak niepowtarzalne identyfikatory i standardowe informacje wysyłane przez urządzenie. Domyślnie włączone są jedynie pliki, które umożliwiają poprawne działanie strony. Włączenie pozostałych plików pozostawiamy Państwa decyzji. Możecie Państwo zaakceptować wszystkie pliki lub odmówić ich używania (z wyjątkiem niezbędnych jeżeli takie będą). Wykorzystując „Indywidualne ustawienia plików cookie” – „akceptuję tylko wybrane”, możliwe jest dokonanie własnego ich ustawienia. Pamiętaj, że niektóre rodzaje przetwarzania danych osobowych mogą nie wymagać Twojej zgody, ale masz prawo sprzeciwić się takiemu przetwarzaniu. Twoje preferencje będą mieć zastosowanie tylko do tej witryny. Preferencje możesz zmienić w dowolnym momencie, powracając na tę witrynę. Szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania Państwa danych osobowych oraz działania cookies znajdują się w „Polityce prywatności. Polityce cookies.”

 

 

Polityka cookies
Informacje

ECMO: ratując życia skazane na śmierć

Tematyka: pacjenci, edukacja, ratownictwo medyczne, ECMO, kardiologia

2 marca 2026 r.

ECMO - wywiad

Już 20 i 21 marca w Poznaniu odbędzie się połączona z warsztatami konferencja Wielkopolska szkoła ECMO. Z tej okazji kilkoma refleksjami dzielą się przewodniczący Komitetu Organizacyjnego, na co dzień członkowie zespołu ECMO w Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej Szpitala Klinicznego im. Jonschera w Poznaniu dr n. med. Marcin Gładki, lek. Bartłomiej Kociński i mgr Piotr Ładziński, a także prezes zarządu organizującej wydarzenie Fundacji FaktyMedyczne.pl mgr Adrian Szulczyński.

 ECMO – doświadczenie i perspektywa osobista

– Czym jest ECMO w praktyce z Państwa perspektywy?

Bartłomiej Kociński: ECMO jest dodatkowym punktem w terapii pacjenta, punktem, którego wcześniej nie mieliśmy. W tej chwili, dzięki zastosowaniu ECMO, przesuwamy granice niemożliwości. Możemy je podpiąć w konfiguracji, w której zastępuje płuca i serce lub w której koncentruje się na wspomaganiu płuc.

Czy któryś z przypadków klinicznych z wykorzystaniem ECMO szczególnie zapadł Panu w pamięć? Jaki i dlaczego?

BK: Wojtek. Używam jego imienia, ponieważ mamy zgodę rodziców. Wojtek miał zapalenie płuc. Po terapii ECMO, po wyjściu do domu spuścił łomot swoim kolegom z przedszkola – do takiego poziomu sprawności fizycznej wyzdrowiał.

Jakie są kluczowe różnice między terapią ECMO u pacjentów pediatrycznych a u dorosłych?

Marcin Gładki: Przede wszystkim dziecko nie jest małym dorosłym. To są dwa zupełnie inne organizmy, zupełnie inne ustroje, zupełnie inne objętości krwi płynącej w ciele. Inne ilości hormonów, inne ilości leków się stosuje, inna jest ich farmakokinetyka. Nie ma kompletnie porównania, jeśli chodzi o pacjenta pediatrycznego i dorosłego. Myślenie, że leczenie polega na robieniu tego samego tylko w mniejszej skali, jest bardzo poważnym błędem. Dziecko po prostu prowadzi się zupełnie inaczej niż pacjenta dorosłego, pacjent pediatryczny wymaga bardzo dużego doświadczenia. A oprócz tego istnieje bariera techniczna – rozmiar kaniul, rozmiar przewodów, rozmiar objętości krążącej w pacjencie dorosłym i w dziecku są zupełnie inne. Stąd też wyjątkowość naszego przedsięwzięcia, że leczymy poprzez ECMO pacjentów pediatrycznych.

Dlaczego ECMO wymaga ścisłej współpracy wielu specjalności medycznych?

MG: Każdy pacjent to indywidualna sprawa, rzadko jest zero-jedynkowy: „chorują płuca i dziękuję bardzo”. Może się zdarzyć, że w wyniku choroby płuc zaczyna na przykład gorzej kurczyć się serce i z tego powodu potrzebna jest pomoc intensywnej terapii czy kardiologa. Ponadto podczas mechanicznego wspomagania krążenia w ciele pacjenta znajdują się kaniule, których pozycję trzeba uwidocznić, a to jest możliwe za pomocą echokardiografii. Echokardiografia w ogóle jest niezbędna w przypadku takiego pacjenta – jest to badanie zupełnie niebolesne, dla doświadczonej osoby nawet proste, natomiast zasadnicza jest powtarzalność tego badania i dzięki temu jakość kontroli funkcjonowania maszyny. Również żywieniowiec, nefrolog, anestezjolog, kardiolog, zespół perfuzji, który czuwa nad pracą urządzenia i utrzymaniem właściwych parametrów krążenia. Tak więc uratowanie życia za pomocą ECMO to nie jest sukces jednego człowieka.

Przyszłość ECMO i edukacji medycznej w Polsce

Jak widzi Pan przyszłość terapii ECMO w Polsce w najbliższych latach?

Piotr Ładziński: Mamy nadzieję, że terapia ECMO stanie się tak samo dostępna jak terapia nerkozastępcza, która wchodząc kilkanaście lat temu do medycyny, też siała wielkie przerażenie wśród medyków. Dzisiaj to jest standard, w zasadzie występuje na każdym oddziale intensywnej terapii. Czekamy, aż podobnie stanie się z ECMO, przynajmniej w większych ośrodkach. Przede wszystkim jednak chcemy zwiększyć świadomość społeczeństwa, a szczególnie medyków, że istnieje alternatywa w momencie, kiedy konwencjonalne metody leczenia zawodzą. Mamy nadzieję, że będą powstawały na wzór poznańskiego zespoły transportowe jeżdżące po tych pacjentów, którzy zwyczajnego transportu mogą nie być w stanie przeżyć. Chcemy też powiedzieć, że ta terapia wbrew pozorom nie jest dla każdego, czyli pokazać zarówno potencjalne benefity, jak i zagrożenia. Przy czym kryteria włączenia i wyłączenia do terapii ECMO są dość jasne i jest to bardzo dobra alternatywa. Mówi się, że pacjent wymagający ECMO jest obarczony ryzykiem śmierci powyżej 80%, czyli w teorii ośmiu na dziesięciu powinno umrzeć, a nasze doświadczenie pokazuje, że jest wręcz odwrotnie: jeżeli ECMO wdroży doświadczony ośrodek z niskim odsetkiem powikłań, to ośmiu na dziesięciu przeżywa, a nie umiera. Najważniejsza, tak jak we wszystkim, jest edukacja, bo mamy wrażenie graniczące z pewnością, że o ECMO nie tylko wśród ogółu społeczeństwa, ale nawet wśród medyków wie się bardzo mało.

Jaką więc rolę może odegrać taka inicjatywa jak Wielkopolska szkoła ECMO w systemie edukacji medycznej?

PŁ: Wielkopolska szkoła ECMO to kontynuacja oddolnej inicjatywy, którą nazywamy „ECMO dla Wielkopolski”, ponieważ powstała na terenie Poznania. Rozpoczęła się od ośrodków dla dorosłych, bo im technicznie było łatwiej, my się w pewnym momencie włączyliśmy. Wielkopolska szkoła ECMO to jest tej inicjatywy kolejny etap. W ramach naszej działalności mamy centrum doskonale przygotowane do edukacji w warunkach symulowanych, niestety tak jak wszędzie, skończyły się fundusze i w tej chwili program stanął. Natomiast jak tylko pojawią się pieniądze, to nie będzie najmniejszych problemów technicznych, żeby to kontynuować.

Co jest w tej chwili największym wyzwaniem medycznym, organizacyjnym czy systemowym w pracy zespołów ECMO?

PŁ: Jeżeli chodzi o problemy systemowe, to wszystko, bo rozwiązań systemowych nie ma. Straszne jest to, że pomimo sukcesów, które odnosimy, tak naprawdę nikt na poziomie systemowym się tym jeszcze nie zainteresował. Nie wiem, czy kiedykolwiek takie rozwiązania będą, ale jeżeli nie będziemy pokazywać, że jest taka potrzeba, to tym bardziej nic się nie zmieni. Ponadto na pewno ECMO nie jest dla wszystkich zespołów – powinno być kilka ośrodków w kraju, które się w tym specjalizują. Natomiast my mamy świadomość, że nawet na oddziałach intensywnej terapii ECMO pod uwagę się nie bierze, a jeżeli się bierze, to często za późno. Im wcześniej taki pacjent jest nam zgłoszony, tym większe mamy możliwości, im w lepszym stanie jest przed podłączeniem, tym lepsze są wyniki po podłączeniu. Dlatego jeszcze raz edukacja, edukacja, świadomość, edukacja i jeszcze raz świadomość.

Perspektywa kardiochirurga – kierownika zespołu

Jaką rolę odgrywa ECMO w skali codziennej pracy prowadzonej przez pana kliniki kardiochirurgii dziecięcej?

MG: ECMO wzięło się tak naprawdę z kardiochirurgii. Było to przedłużenie pracy wspomagania pozaustrojowego po operacji i dalej jest w takich sytuacjach stosowane. Czasami – na szczęście rzadko w tej chwili – krążenie przenosimy z sali operacyjnej na oddział. Jest to alternatywa dająca nam przede wszystkim komfort czasu, którego w pewnym momencie zaczyna brakować. Mamy możliwość podłączania ECMO w konfiguracji wspomagającej serce i płuca, czyli tak naprawdę zastępującej funkcję całego organizmu. To pomaga nam ratować pacjentów, dla których mięśnia sercowego operacja kardiochirurgiczna jest trudna do zniesienia i potrzeba trochę więcej czasu na zregenerowanie się po operacji. Bez ECMO śmiertelność w kardiochirurgii byłaby dramatycznie wysoka. Dzięki jego użyciu jesteśmy w stanie pacjentowi, który zmarłby na stole operacyjnym, dać czas na powrót do normy. To jest też więcej czasu dla nas na przykład na diagnostykę czy upewnienie się, że wszystko podczas operacji jest w konfiguracji optymalnej dla pacjenta. Można postawić znak równości między kardiochirurgią i ECMO w tym sensie, że wynik terapii zależy wprost proporcjonalnie od zastosowania tego urządzenia.

Czy jakieś doświadczenia kliniczne z terapią ECMO uważa Pan za przełomowe dla rozwoju tej metody?

MG: Co chwilę spotykamy się z coraz lepszym sprzętem. Jeżeli sięgnę pamięcią wstecz, kiedyś ECMO to był fragment pompy do krążenia pozaustrojowego, dokładnie jedna rolka, gdzie krew w kardiotomie spływała do pacjenta. Układy były otwarte, narażone na różnego rodzaju czynniki zewnętrzne. W tej chwili jest to wszystko niesamowicie zminiaturyzowane, szczelne, dające całkowitą integralność pacjenta i maszyny. Jest więc ogromny postęp, jeśli chodzi o samo urządzenie. Natomiast jeśli chodzi o pacjentów, którzy szczególnie mi zapadli w pamięć... Chłopiec jeszcze w poprzedniej mojej pracy, który był w bardzo głębokiej hipotermii. Potem już w Poznaniu chłopiec, który wpadł do szamba – został ratunkowo podłączony pod ECMO i praktycznie wyreanimowany na stole operacyjnym, dzięki tej maszynie wyszedł. Ostatnio dziewczyna, sportsmenka, a zapadła na bardzo ciężkie zapalenie mięśnia sercowego i też w trakcie reanimacji zakładane było ratunkowe ECMO. Tacy pacjenci zostają w głowie bardzo długo i ciągle udowadniają, że warto walczyć, że należy korzystać z możliwości podłączenia ECMO, bo ta technologia przywraca ich do życia.

Czy w tej chwili jesteście Państwo jedynym mobilnym zespołem ECMO w Polsce?

MG: Z tego, co wiem – dziecięcym tak. Wszystko zależy od inicjatywy oddolnej, bo tak jak tutaj słyszeliśmy, nie ma żadnego rozwiązania systemowego, nie ma żadnego przykazu tworzenia takich zespołów. Inicjatywa wychodzi od grupy ludzi, którzy chcą to robić. Niestety trudno spodziewać się jakiegokolwiek wsparcia w tej chwili, gdyż służba zdrowia jest – powiedziałbym – w niezbyt dobrych relacjach ze światem. Tym ważniejsze jest, gdy ludzie widzą, że ktoś z medyków się stara, że niezależnie od dyżuru się jednoczy, organizuje i po pacjentów jeździ. Z dobrej woli i poczucia misji tacy medycy pokazują, że ta metoda działa i ratuje życia. Myślę, że to powinno być nagłaśniane, aby zarażać chęcią i pasją, ale też aby uświadomić lekarzom z innych ośrodków, że mogą brać pod uwagę alternatywę, której wcześniej nie mieli i w podbramkowych sytuacjach mogą się z nami kontaktować.

Jakie są koszty zakupu urządzenia?

MG: Urządzenie wcale nie jest dramatycznie drogie, bo to mniej więcej 300 tysięcy złotych. Droższe sprzęty w medycynie się spotyka. Problem ECMO polega na tym, że potrzeba ludzi, którzy potrafią się tym zająć. Potrzeba anestezjologa, perfuzjonisty, kardiochirurga, kardiologa, który nas sprawdzi, potrzeba nefrologa, który ustawi ewentualne leczenie nerkozastępcze, potrzeba żywieniowca, który zadba, żeby pacjenta nie stracić pod względem metabolicznym… Każdy z tych specjalistów ma co robić, jeśli chodzi o terapię ECMO. Potrzeba bardzo dużo ludzi i to jest problem – nie koszt urządzenia, tylko koszt utrzymania miejsca, w którym to ECMO może być wykonywane.

Perspektywa anestezjologa

Jakie aspekty terapii ECMO są kluczowe z punktu widzenia lekarza anestezjologa w codziennej opiece nad pacjentem?

BK: Po pierwsze to, że nie musimy tak agresywnie wentylować pacjenta. ECMO to terapia, która daje nam ulgę – nie tylko respirator natlenia pacjenta i usuwa z niego dwutlenek węgla. W związku z czym anestezjolog może za pomocą respiratora spokojnie leczyć, a nie ratować życie. Od ratowania życia w czasie terapii ECMO jest właśnie ECMO, a respirator może się skoncentrować na leczeniu płuc. Stąd widzimy, tak jak w przypadku wspomnianego na początku naszego Wojtka czy innych pacjentów, że oni wracają do bardzo dobrej kondycji fizycznej – takiej, przy której nie odstają od rówieśników, chociaż zapadli na tak ciężką postać zapalenia płuc, że konwencjonalna terapia respiratorem nie dawała rady.

Z Pana perspektywy anestezjologa, czym się różni terapia ECMO u dzieci od tej u pacjentów dorosłych?

BK: Tym, że z dorosłymi nigdy nie miałem do czynienia tak naprawdę – to jest dla mnie największa różnica. Miałem kilkakrotnie pacjentów, którzy ocierali się o dorosłość, to znaczy siedemnastolatków. Głównym problemem jest masa, gdyż leki trzeba inaczej przeliczać. Nasze dawki pediatryczne się troszeczkę różnią, podejście do leków się różni i jeszcze parę drobnych szczegółów. Jest też kwestia obrócenia pacjenta – nieletniego na ECMO jesteśmy w stanie obrócić w trzy osoby, czyli wystarczą perfuzjonista, pielęgniarka i anestezjolog. U dorosłego, zależnie od wagi, tych osób musi być odpowiednio więcej. Przy tym musimy mieć świadomość, że życie tego pacjenta zależy od jednej kaniuli i jeżeli ona się relokuje, to być może już nie uda się podłączyć z powrotem i możemy go stracić.

Na ile edukacja medyczna dotycząca ECMO powinna być zintegrowana z praktykami intensywnej terapii i ratownictwa medycznego?

BK: Najważniejsze jest to, aby ratownicy medyczni czy intensywiści wiedzieli, że jest taka furtka, że można pacjenta do nas przywieźć reanimowanego i dalej my tę reanimację przejmiemy za pomocą ECMO. Jest to jeden z powodów naszej konferencji. Będzie kilka wykładów na ten temat, jak również podejrzewam rozmowy kuluarowe ze wszystkimi chętnymi. My nabyliśmy doświadczenie, ciężko pracując i nie przesypiając nocy na oddziale. Chętnie podejmiemy współpracę i wytłumaczymy, co robić, gdy ta kaniulacja będzie się odbywała u nich w szpitalu, w którym nigdy wcześniej ECMO nie było.

Perspektywa perfuzjonisty

Większość ludzi nie wie, co to „perfuzjonista”, czy to może jakiś człowiek w orkiestrze symfonicznej... [śmiech] Co powinno być szczególnie podkreślone w edukacji?

BK: No właśnie, to jest człowiek. Jeden ośrodek chciał odkupić perfuzjonistę i oddać go w poniedziałek – nie skojarzyli, że to jest człowiek, a nie jakieś urządzenie. Czyli najważniejsze: to jest człowiek.

PŁ: W tym momencie liczba perfuzjonistów w kraju nie przekracza dwustu. Perfuzjoniści to specjaliści medyczni, którzy wywodzą się z różnych zawodów medycznych. Na poziomie Polski nie ma szkoły perfuzji. Jest w zasadzie jeden akt prawny – rozporządzenie ministra zdrowia, które reguluje ścieżkę edukacyjną perfuzjonisty, ale nie jest ona idealna. W innych krajach, takich jak Anglia, Niemcy, Hiszpania czy Holandia, są specjalne szkoły, perfuzjoniści są szkoleni na poziomie akademickim. W Polsce tego nie ma. Tych blisko dwustu perfuzjonistów na co dzień jest potrzebnych na salach operacyjnych. Nasz oddział jest stosunkowo mały, natomiast są ośrodki – głównie dorosłe – w których w ciągu dnia równolegle wykonuje się zabiegi na pięciu, sześciu salach operacyjnych. Czyli perfuzjonistów nawet dla samych zabiegów jest zbyt mało. A gdyby dodatkowo chcieli się włączyć w procedurę ECMO, muszą tę salę operacyjną opuścić – nierzadko na kilka, kilkanaście godzin, jeśli wymagany jest transport i jedziemy po pacjenta. W związku z powyższym pojawia się naturalna potrzeba zwiększenia liczby zatrudnionych osób. Druga sprawa jest taka, że chociaż ECMO wywodzi się z krążenia pozaustrojowego, to jest zasadnicza różnica między nimi i nie każdy tę różnicę rozumie, nawet perfuzjonista, dlatego nie każdy chce się tym zajmować. Operacja się zaczyna, mniej więcej wiemy, kiedy się skończy i możemy iść do domu. W przypadku ECMO nie da się tak łatwo przewidzieć, w jakim stanie pacjenta zastaniemy i kiedy skończymy. Terapia trwa dni, czasami tygodnie. Maszyna zastępuje funkcję jednego z dwóch głównych organów lub oba naraz i nie można jej po prostu porzucić. Nadzór musi być przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Perfuzjonista pozostaje więc w permanentnej gotowości do działania – czasami jest to stacjonarny dyżur, czasami telefoniczny, to już zależy od organizacji ośrodka, ale generalnie cały czas musimy czuwać, gdyż ma to bezpośrednie przełożenie na stan pacjenta.

Jakie umiejętności techniczne trzeba posiadać lub jakie są najtrudniejsze do opanowania w pracy z ECMO?

PŁ: Przede wszystkim zrozumienie, jak to urządzenie działa. W teorii jest to dość proste, w praktyce nieco bardziej skomplikowane. W zależności od konfiguracji specyfika jest trochę inna – inny wpływ na pacjenta ma konfiguracja żylno-tętnicza, inny żylno-żylna, inaczej ustawiamy maszynę, choć urządzenie jest to samo. Podstawą jest zrozumienie, że ECMO to nie krążenie pozaustrojowe. W krążeniu pozaustrojowym mamy zbiornik kardiotomii, gdzie możemy dorzucić objętość w kilkanaście sekund. W ECMO ten proces jest bardziej złożony, to pacjent jest swoistym zbiornikiem, w którym jeśli nie mamy odpowiedniej ilości płynów lub kaniule są źle położone, urządzenie natychmiast przestaje działać. No i terapia trwa tygodnie, a nie godziny.

Czyli warsztaty praktyczne i symulacje są dziś ważniejsze niż zajęcia teoretyczne?

PŁ: Zawsze trzeba zacząć od pigułki wiedzy, natomiast zgodnie z zasadą: „jeżeli mi powiesz – zapamiętam, a jeżeli mi pokażesz albo pozwolisz zrobić – zrozumiem”. Z własnego doświadczenia wiem, że teoria to jedno, a praktyka to drugie. Można być „napakowanym” wiedzą, natomiast to niekoniecznie znaczy, że będziemy potrafili wykonać pewne czynności. Z samej teorii nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć, jaki ECMO może mieć wpływ na pacjenta. Ale jeżeli będziemy uczyć poprzez warsztaty, praktykę, to jestem pewien, że zrozumienie tej technologii i poprawność jej obsługi zdecydowanie wzrośnie. ECMO jest obciążone dużą liczbą potencjalnych powikłań, dlatego nie powinno być robione wszędzie. Ośrodek, który ma mieć mało powikłań, powinien przeprowadzać przynajmniej dziesięć procedur rocznie. My mamy ten licznik zdecydowanie wyższy, nasze doświadczenie ciągle wzrasta. Przerobiliśmy na pewno nie wszystko, ale taką liczbę potencjalnych problemów technicznych i klinicznych, że mamy z tyłu głowy, co może się wydarzyć i zanim się wydarzy, wykonujemy działania prewencyjne. To jest największe wyzwanie: nie wygenerować powikłania, przez które możemy stracić pacjenta.

Wielkopolska Szkoła ECMO

Co było impulsem do stworzenia Wielkopolskiej Szkoły ECMO?

MG: Nasza działalność – chcemy promować nie tyle zespół, co metodę. Nie chcemy być monopolistami, wręcz przeciwnie, mamy nadzieję, że ktoś w Polsce zainteresuje się nie tylko współpracą z nami i zgłaszaniem nam pacjentów, ale nawet stworzeniem zespołu o podobnym profilu w szpitalach różnej referencji. Chcemy dzielić się wiedzą, doświadczeniem, warsztatami od strony zaplecza... Chcemy pokazać Polsce, jak to w Poznaniu wyszło i że zupełnie przyzwoicie, jak widać, funkcjonuje. Program dotyczy nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Czym się różni od klasycznych konferencji medycznych? Jest to bardziej warsztatowa, praktyczna wiedza?

MG: Cóż, nie widziałem na żadnej konferencji kursu jazdy karetką... W naszym działaniu naprawdę ważny jest każdy szczegół: jak pacjent ma być położony na noszach, jak mają być położone pompy, jak maszyna, jak wygląda boarding, jak jechać karetką, żeby to się wszystko nie poprzewracało. Chcemy właśnie to pokazać od kuchni. Oprócz tego odpowiednia dawka wiedzy będzie przekazywana podczas wykładów. Mamy też bardzo interesujący wykład inauguracyjny doktora Andrzeja Sosnowskiego, który wiele lat pracował w Anglii i jest ikoną, autorytetem w zakresie ECMO. Świetnie będzie przeżyć swoistą wycieczkę historyczną i posłuchać, co nestor ma do powiedzenia.

Czy praca na rzeczywistych scenariuszach klinicznych stosowania ECMO jest najważniejsza?

MG: Najważniejsze jest doświadczenie, które uzyskuje się przez przypadki. Jeszcze nie było takiej sytuacji, że ktoś się teoretycznie nauczył, jak to się robi, a potem przyszedł do pacjenta i po prostu to zrobił. Każdy pacjent jest inny, każdy pacjent daje nam doświadczenie, daje nam możliwość nabycia czegoś unikatowego. Czasami jest to konfiguracja wspomagająca płuca, czasami zastępująca serce. Zdarza się, że musimy podłączyć dwa ECMO ratunkowe w odstępie 10 minut, taki przypadek mieliśmy chociażby w grudniu. Każda sytuacja zostawia pewien ślad, a te ślady wykorzystuje się na rzecz kolejnych pacjentów, dzięki czemu każdy następny pacjent jest bezpieczniejszy.

Jakie kompetencje uczestnicy wyniosą po udziale w Wielkopolskiej szkole ECMO?

MG: Przede wszystkim będą „napchani” wiedzą zaczerpniętą od optymalnych ludzi, praktyków na co dzień wykonujących procedurę związaną z ECMO. Będą też mieli możliwość przećwiczenia jej na fantomie i zobaczenia, co potrafimy zrobić, z czym się musimy uporać. Wydawałoby się, że to żaden problem zakłuć czy skaniulować fantom, a to wcale nie jest takie proste i w momencie stresu nawet doświadczonej osobie ręka może zadrżeć – i tu jest potrzebne to doświadczenie. Czyli przede wszystkim wiedza, umiejętności praktyczne przekazane w sposób bardzo, przynajmniej z mojej strony, bardzo miły i przystępny, co na pewno ułatwi kontakt i podczas konferencji, i już po niej. Jeśli ktoś będzie chciał rozwijać swoją wiedzę, to bardzo chętnie zaprosimy do kliniki i pokażemy na żywo, jak pracujemy.

Konferencja jest więc skierowana do lekarzy, ratowników...

MG: …pielęgniarek, studentów, do wszystkich, którzy są zainteresowani tą działką medycyny. Niestety niezbyt popularną, gdyż jest ryzykowna, trudna, czasami nawet bardzo trudna, ale dająca niesamowicie dużo satysfakcji, że jesteśmy w stanie pomóc człowiekowi do niedawna praktycznie skazanemu na porażkę. Oczywiście, niestety nie wszyscy przeżywają, natomiast wśród naszych pacjentów większość przeżyła, w tym ci tak naprawdę skazani na śmierć – konwencjonalne metody nie przynosiły żadnego skutku i niektórzy z tych pacjentów w momencie podłączania ECMO już byli w trakcie reanimacji. Jest to więc niezwykle satysfakcjonująca praca, której kulisami chcemy się podzielić.

Rola Fundacji FaktyMedyczne.pl

Dlaczego Fundacja FaktyMedyczne.pl zdecydowała się rozwijać program edukacyjny dotyczący ECMO?

Adrian Szulczyński: Decyzja o rozwoju programu wynika z rosnącego znaczenia nowoczesnych metod leczenia ciężkiej niewydolności oddechowej i krążeniowej, które stawiają przed lekarzami zarówno nowe szanse, jak i kolejne wyzwania. Jako Fundacja dostrzegamy dynamiczny rozwój technologiczny i organizacyjny pozaustrojowej oksygenacji krwi w ostatniej dekadzie, przy jednoczesnych brakach w systemowym wsparciu chociażby edukacyjnym – specjaliści nie mają łatwej drogi szerzenia wiedzy na temat technologii ECMO nawet wewnątrz środowiska medycznego. Dążymy więc do wypełnienia tej potrzeby poprzez profesjonalne wsparcie zespołów medycznych w obszarze docierania do jak najszerszego grona.

Jak wydarzenia takie jak Wielkopolska Szkoła ECMO wpisują się w strategię edukacyjną Faktów Medycznych?

AS: Inicjatywa ta jest częścią szerszej strategii fundacji, która od lat angażuje się w systematyczne podnoszenie kwalifikacji personelu medycznego i upowszechnianie dobrych praktyk terapeutycznych. Wielkopolska Szkoła ECMO wpisuje się w priorytety edukacyjne Faktów Medycznych związane z wysokospecjalistyczną opieką oraz edukacją ratującą życie, co realizowane jest m.in. poprzez łączenie teorii z intensywnymi ćwiczeniami praktycznymi. Nie jest to pierwsze działanie Fundacji w tym zakresie, gdyż od lat wspieramy także kardiologów i ratowników – za nami już chociażby cztery edycje Zimowej Kardiologicznej Szkoły Ratowników Medycznych.

Jakie cele wyznaczyła sobie fundacja w zakresie popularyzacji wiedzy o ECMO w środowisku medycznym?

AS: Fundacja dąży nie tylko do przekazania aktualnej wiedzy teoretycznej, ale przede wszystkim do budowania kompetencji praktycznych, takich jak zasady kwalifikacji pacjentów, aspekty techniczne oraz organizacja transportu w trakcie terapii. Celem jest również promowanie regionalnych inicjatyw – zaplanowana na marzec Wielkopolska szkoła ECMO to tylko jeden z elementów całego programu edukacyjnego poświęconego zwiększeniu dostępności tej zaawansowanej metody leczenia na terenie województwa i skoncentrowanego na jej praktycznych aspektach. W ramach programu uczestnicy będą mogli nie tylko wziąć udział w konferencjach, ale także w wykładach online, webinarach czy praktycznych warsztatach prowadzonych przez doświadczonych klinicystów. Szczególne miejsce w programie zajmuje analiza przypadków klinicznych oraz omówienie założeń i funkcjonowania modelowych inicjatyw regionalnych, choć z wiedzą na temat ECMO chcemy docierać do środowiska medycznego na terenie całego kraju.

 

Zapraszamy do Poznania na konferencję i warsztaty Wielkopolska szkoła ECMO w dniach 20-21 marca 2026!


Rejestracja na ecmo.faktymedyczne.pl

 >> Zobacz program <<

 

Zobacz pozostałe materiały związane z   Wielkopolska szkoła ECMO